Impreza pod namiotami.
I w końcu doczekaliśmy się. W sobotni wieczór, gdy już zaczęło się ściemniać, po polu namiotowym zaczęły hasać duchy i upiory. Nasza impreza była imprezą duchów. Urządziliśmy wielkie ognisko, przy którym na początku śpiewaliśmy popularne piosenki. Potem duchy zrobiły się głodne, więc przyszedł czas na pieczenie kiełbasek. Gdy już wszystkie duchy były syte, usiedliśmy w kręgu i zaczęliśmy opowiadać sobie straszne historie z życia wzięte i nie tylko. Impreza trwała do samego rana. Wszystkim się bardzo podobało, a atmosfera była po prostu super. Niektóre historie były naprawdę straszne. I gdyby nie to, że duchy nie istnieją, każdy pewnie poważnie by się wystraszył. Nie wiem skąd wzięliśmy pomysły na kostiumy, które ogólnie robiliśmy sami, ale wyglądały strasznie i oryginalnie. Już nie umieliśmy się doczekać imprezy nad morzem.